FC BARCELONA
REAL MADRYT
„Jestem spokojny, gdy widzę jak gra drużyna”
Data dodania: 11.04.2013
Drużyna Vicente del Bosque nadal zmierza ku realizacji swoich celów. Zwycięstwo w meczu z Francją nie tylko przybliżyło Hiszpanię do upragnionego awansu do finałów mistrzostw świata, ale także pozwoliło zatrzeć złe wrażenie, jakie pozostawiła po sobie ekipa w meczu z Finlandią. Krytyka ze strony mediów nieco ucichła, a tarcia w drużynie między zawodnikami Barcelony i Realu Madryt wyraźnie zmalały. Wczoraj, w miasteczku sportowym La Rozas, El Confidencial przeprowadził wywiad z Vicente del Bosque, dotyczący aktualnej sytuacji La Furia Roja.

El Confidencial: Czy przez te cztery dni, które dzieliły mecz z Finlandią od spotkania w Paryżu, gnębiły pana jakiekolwiek wątpliwości?

Vicente del Bosque: To były dwa bardzo wymagające spotkania. Finlandia broniła się przeciwko nam wieloma zawodnikami. Staraliśmy się przeciwdziałać temu bardziej tradycyjnymi metodami, jednak byliśmy bezsilni. Mecz z Francją był bardzo ciężki. Udowodniliśmy, że jesteśmy bardzo dojrzałą drużyną, poradziliśmy sobie w wyjątkowo skomplikowanym spotkaniu. Oczywiście, że na przestrzeni tych czterech dni pojawiły się wątpliwości. Zawsze, gdy niespodziewanie przegrywamy, lub jak w tym przypadku - remisujemy, powtarza się taka sama sytuacja. Słuchamy wszystkich, jednak trzymamy się własnych kryteriów i nie wychodzi nam to źle. Nie mówię, że tylko my mamy rację. Być może gdybyśmy zagrali przeciwko Francji inaczej wygralibyśmy różnicą czterech bramek. Ale nie da się tego udowodnić.

Czy było to podobne doświadczenie jak to, co się wydarzyło na Mundialu w RPA po porażce ze Szwajcarią?

Wtedy wiedzieliśmy, że przed nami jest jeszcze sześć meczów do rozegrania i jeśli tych sześć spotkań wygramy zostaniemy mistrzami świata. Wtedy byliśmy pod wielką presją. Jadąc autobusem nikt nawet nie słuchał muzyki. Ciśnienie było ogromne, naprawdę ogromne. Teraz było inaczej. Oczywiście wiadomo, że można jeszcze zagrać w barażach, jednak rozegraliśmy dwadzieścia trzy spotkania, wliczając w to Euro 2012, i przez ten czas zanotowaliśmy dwadzieścia jeden zwycięstw i dwa remisy, a teraz mielibyśmy się nie zakwalifikować na Mundial?... Zostały nam jeszcze trzy mecze, które nie będą łatwe, choć ludzie sądzą inaczej. Mówi się, że nie ma powodów do narzekań, jednak prawda jest taka, że jeszcze nie jesteśmy w Brazylii.

Czy reprezentacja Hiszpanii znalazła się na takim poziomie, na którym rywalizuje lepiej niż gra?

Nie gramy źle. Te dwie rzeczy powinny iść ze sobą w parze. Trudno jest wygrać nie grając dobrze. Liczy się wynik, który osiągnęliśmy z Francją. Gramy dobrze, dobrze rozprowadzamy piłkę, podajemy... może brakuje nam odrobinę tego ofensywnego błysku, który wszyscy uwielbiamy. Ale to nie jest łatwe.

Czy status jakim cieszą się w drużynie weterani, tacy jak Xavi, Xabi, Casillas czy Puyol, może świadczyć o pewnej słabości lub niepewności? Obawia się pan przyszłości?

Nie, tego nie można powiedzieć. Bazujemy na przeszłości, jednak dokonaliśmy ważnej zmiany. Nie przeprowadziliśmy żadnej rewolucji, ale przez cztery lata dzielące jedne mistrzostwa Europy od drugich, zmieniło się wielu zawodników. Nie można powiedzieć, że zatrzymaliśmy się w przeszłości. Nie można tak mówić po tym, co ci zawodnicy osiągnęli... Zdajemy sobie sprawę z naszych sukcesów, jednak doceniamy również młodzież. Jeśli nie wykonujemy odważnych kroków wprowadzając młodych zawodników do drużyny to dlatego, że jeszcze nie jesteśmy tego pewni.

Jak ważni są ci zawodnicy?

To dobrze, że świat futbolu docenia takich graczy i to, czego dokonali. Symbole są ważne, tradycja to piękna rzecz w futbolu, jednak Casillas i Xavi nie należą do przeszłości, to cały czas nasza teraźniejszość. Nie możemy wystawiać im pomników dopóki nie nadejdzie na to właściwy czas. Kwestia Casillasa jest trochę inna, ponieważ Iker ma teraz kontuzję. Nie będziemy mówić o Casillasie.

Czy Hiszpania jest osłabiona bez Ikera?

Pojechał do Paryża dzięki uprzejmości Federacji. Jest kapitanem i jeśli czasem zrobi się wyjątek od reguły nic złego się nie stanie. Czasem traktowanie wszystkich tak samo jest tak naprawdę niesprawiedliwe. W przypadku Casillasa trzeba wziąć pod uwagę pewną symbolikę. Anglia ma dwóch „wiecznych bramkarzy": Banksa i Shiltona. Trzeba zwracać uwagę na takie rzeczy.

Obecność Casillasa była potrzebna by znów zjednoczyć drużynę? Czy pośród graczy Realu Madryt i Barçy były chwile zwątpienia?

Są pewne sprawy, które nie znikają z dnia na dzień. Zazwyczaj nie wpływają one negatywnie na postawę zawodników w trakcie meczu. Sądzę, że im to nie szkodzi. Zawodnicy dobrze wiedzą czym jest obrona barw swojego klubu i swojej reprezentacji. Sądzę, że nie było zwątpienia. Pojawiły się pewne tarcia między graczami, ale nie miały one poważnych skutków. Najlepszy tego przykład jest na boisku. Xavi Hernández, Xabi i Busquets świetnie się uzupełniają, pracują na rzecz drużyny. Xavi podaje do Xabiego, do Arbeloi... Gdy grają „w dziada" na treningu, wtedy każdy podaje do kogo chce. Najważniejsze, że na boisku nie ma żadnych problemów, że tam są przyjaciółmi. Jestem spokojny, gdy widzę jak grają. To, co dzieje się poza murawą to inna historia.

A jeśli problemy się pogłębią?

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jeśli tylko spostrzegę, że dzieje się coś złego, podejmę odpowiednie kroki. Reprezentacja jest ponad wszystko.

Czy ta nienaganna współpraca w trakcie gry nie wydaje się trochę dziwna, wziąwszy pod uwagę fakt, że poza boiskiem każdy z zawodników ma własne życie?

Nie dostrzegam znaczących różnic między jednym, a drugim. Czasem pojawi się jakiś komentarz, przywołanie tego, co ktoś kiedy powiedział. To niemożliwe, by tego nie było. Ci zawodnicy mają za sobą wiele trudnych spotkań, dotykają ich liczne wpływy zewnętrzne. Najważniejsze jest to, co dzieje się na murawie i nie zauważyłem tam żadnych przesłanek do tego, by się martwić. Jeśli je zauważymy i nie zadziałamy, wtedy tymi, którzy ucierpią będziemy my sami.

Czy rozumie pan o co chodzi w całej sprawie z Casillasem?

Iker wraca do zdrowia, jest częścią naszej drużyny, ale nie będę się wypowiadać na temat kwestii dotyczących Realu Madryt. Nie chcę w to wnikać. Nie będę nic mówić o Realu Madryt. To sprawa ich trenera. Nie będę komentować jego decyzji. Powiem tylko, że Iker będzie nadal numerem jeden w reprezentacji. Nie ma powodu, by było inaczej.

Arbeloa był zawsze jednym z najostrzej krytykowanych reprezentantów Hiszpanii, jednak pan zaciekle go broni...

Álvaro jest jednym z tych, którzy cieszą się mniejszym uznaniem w świecie futbolu. Dobrze wykonuje swoją pracę, jest bardzo konkurencyjny, nawet na treningach. Mówię o tym, ponieważ znów można zacząć przywoływać zaszłości między Barçą a Realem. Ale liczy się jego praca. Nie ma znaczenia czy gra przeciwko Xabiemu Alonso czy Xaviemu Hernándezowi, wszystkich traktuje tak samo, próbuje zatrzymać przeciwnika za wszelką cenę i kopniaki rozdaje po równo. To dobry chłopak, jak oni wszyscy, ale trochę zagubiony. Trzeba mu jasno dać do zrozumienia, że jest dla niego miejsce w reprezentacji i nie może jej opuścić. Najważniejsze, że na boisku nie dzieje się nic złego. Zawsze chce uczestniczyć w grze. Nigdy się nie chowa, nie boi się wyjść do przodu. Xavi podaje mu piłkę nawet nie patrząc kogo ma po swojej prawej stronie, a Busquets asekuruje go, gdy Álvaro podłącza się do akcji ofensywnej i potrzebuje pomocy. Nie zapominajmy, że w meczu przeciwko Chile pierwszym zawodnikiem, który rzucił się bronić Iniesty był właśnie Arbeloa. To jest piłka nożna. Przyjaciółmi musimy być na boisku. Jeśli tylko zauważymy, że coś jest nie tak jak powinno podejmiemy odpowiednie działania. Jesteśmy ostrożni, rozmawiamy z zawodnikami. Najbardziej narażeni na konsekwencje są właśnie oni.

Czy pańskim zdaniem zawodnicy są profesjonalistami w wystarczającym stopniu, by sprawy osobiste nie miały na nich wpływu?

To, co dzieje się tutaj, w Hiszpanii, jeśli chodzi o piłkę nożną, zobowiązuje nas do dobrego zachowania. Poza zwycięstwem, poza dobrą grą jest jeszcze kwestia właściwego zachowania. Oni jako pierwsi odczuliby konsekwencje, gdyby mimo zwycięstw nie umieli się poprawnie zachować. Wszystko, co dzieje się w hiszpańskim futbolu ma na celu wygraną. Nie można dawać ludziom złego przykładu.

Wydaje się, że w dzisiejszych czasach wszystko sprowadza się do tego, że można być za albo przeciwko czemuś. Czy kiedyś też istniała taka presja?

W moim przypadku wielu ludzi mówi mi, że robię coś ponieważ jestem „madridistą jak diabli", lub przeciwnie - zarzuca mi się, że stałem się barcelonistą. Nie jestem ani kibicem Barcelony, ani nikogo innego. Bronię jedynie mojej pozycji i staram się być w dobrych stosunkach ze wszystkimi. Gdybym próbował działać na czyjąkolwiek korzyść byłoby to szkodliwe dla mnie samego.

Czy wie pan już kto pojedzie na Mundial, jeśli Hiszpania się na niego zakwalifikuje?

Mówi się o Isco, zdajemy sobie sprawę, że jest bardzo zdolny. Jednak mamy Cazorlę, który jest podstawowym zawodnikiem Arsenalu, Cesca, który nie zagrał w wyjściowym składzie w meczu z Francją, Matę, Silvę... Do tego jest też Navas, Pedro. Był taki moment w końcowej fazie ostatnich mistrzostw Europy, kiedy mówiło się nawet, że gramy bez skrzydłowych. Futbol to coś o wiele bardziej skomplikowanego, nie istnieje tu jedna, uniwersalna teoria, którą można zastosować.

Czy martwi pana kwestia środkowego napastnika? Sytuacja Torresa i Llorente?

Pojawia się nazwisko Rubena Castro, Michu... ale żaden nie udowodnił jeszcze, że jest tym najlepszym i z tym się wiążą nasze wątpliwości. Weźmy na przykład Capdevillę. Dominował na swojej pozycji i wydawało się, że nie znajdziemy dla niego następcy, aż tu nagle pojawił się Jordi Alba, który w Valencii grał nawet wyżej niż Mathieu. Znaleźliśmy chłopaka, który będzie służyć drużynie przez lata, tak samo jak Monreal. Kwestia dziewiątki nie została jeszcze rozwiązana, ale trzeba pamiętać, że Cesc jest dla ekipy kimś więcej niż tylko mediapuntą. Gdziekolwiek gra strzela bramki. Z Torresem padało więcej goli, teraz odrobinę przystopowaliśmy i nie wiem jak długo to potrwa. Jeśli Torres zda ten egzamin, który przez cały czas przechodzi, będę się bardzo cieszyć z jego powrotu. Naszą niepewnością jest nieregularność napastników. To samo dotyczy Llorente.

A Javi Martínez?

To jedynie kwestia sportowa, ponieważ Javi jest wspaniałym chłopakiem, ale jakoś tego nie widzę.

Czy sądzi pan, że pański cykl zakończy się po Mundialu w Brazylii?

Zobaczymy. Nie lubię postępować radykalnie. To normalne, że w końcu przychodzi ktoś nowy. Sądzę, że myślimy w podobny sposób, ale chcę żeby Federacja miała stabilność, której potrzebuje. Nie chciałbym żeby mówiło się o tym czy odejdę, czy też nie. Najważniejsze żeby udało się realizować nasz plan i by wszystko szło do przodu. Jestem tego pewien. Ludzie są na to przygotowani. Mnie bolało, gdy odszedł Fernando Hierro, wykonywał niezwykłą pracę.

A może zostanie pan dyrektorem sportowym Federacji?

Nie, nie. Kiedy stąd odejdę nie zostanę niczyim cieniem. Ale jeśli Federacja, Angel czy Jorge, poproszą mnie o cokolwiek... całe moje życie byłem człowiekiem futbolu i jestem gotów współpracować w każdy możliwy sposób.
POPRZEDNIE GRAN DERBI
2:1
CAMP NOU VS
NAJLEPSI STRZELCY GRAN DERBI
Raúl González
Real Madryt
15 goli
ANKIETA
Kto wygra nadchodzące rozgrywki ligowe w Hiszpanii?

inna drużyna
Atletico Madryt
FC Barcelona
Real Madryt
CIEKAWOSTKI
Czy wiesz, że?

Ostatnie El Clasico z 07.10.2012 zakończyło się rezultatem 2:2. Po dwa gole dla swoich zespołów zdobyli Messi i Ronaldo.
REKLAMA
© 2014 GranDerbi.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone / Osób online: