FC BARCELONA
REAL MADRYT
Messi: Real to wielki klub
Data dodania: 02.10.2012
Leo Messi umówił się na wywiad na godzinę 9 rano w Ciutat Esportiva. Zjawił się z niezwykłą punktualnością. Mając 25 lat oczekuje na przyjście na świat swojego syna, któremu da na imię Thiago. Jest szczęśliwy i to widać. Poza godziną, nie stawia żadnych warunków jeśli chodzi o rozmowę. Jest przyjaźnie nastawiony, chętny i uśmiechnięty. Odpowiada na pytania w taki sposób, że wydaje się, że jest po prostu kumplem ze szkolnego boiska.

Mówią, że lubisz spać, ale zjawiłeś się o 8:30. Jesteś przygotowany na to, że w raz z przyjściem na świat Thiago będziesz mniej spał?

Zawsze lubiłem spać, ale za każdym razem śpię mniej. Lubię jednak się zdrzemnąć, jeśli to możliwe. Ale na narodziny Thiago jestem bardzo przygotowany. Jestem podekscytowany.

Zdecydowanie, tej sjesty nauczyłeś się w Barcelonie...

Wszystkiego się tutaj nauczyłem! Zjawiłem się tu w wieku 13 lat, wychowałem się tutaj, tutaj chodziłem do szkoły... większości rzeczy nauczyłem się w Barcelonie. Zawsze mówiłem, że jestem bardzo wdzięczny, bo czuję się tutaj dobrze.

Czy czujesz się dłużnikiem Barcelony za to, co otrzymałeś jako dziecko?

Nie, nie wiem... Zawsze chciałem pokazać moje przywiązanie do klubu. Na początku być może było to bardziej zauważalne, teraz stało się dość powszechne. Tu jest mój dom, tu jest mój klub. Barcelonie zawdzięczam wszystko. I zawsze powtarzam, że jestem tu bardzo szczęśliwy.

Co oznacza fakt, że trener drużyny cadete, w której grałeś i dwaj zawodnicy tego zespołu są teraz częścią pierwszego zespołu?

To przykład tego, jak pracuje Barcelona. Wiedziałem, że ten zespół miał jedną z najlepszych generacji piłkarzy. W pierwszej drużynie jest nas trzech (Piqué, Cesci Messi - przyp. red.), ale inni to wielcy profesjonaliści, jak Vázquez i Valiente, którzy grali w Hiszpanii. Sa tacy, ktorzy grają w innych klubach. Wiadomo było, że większość, jeśli nie w pierwszym zespole, będzie zarabiać na życie futbolem w dobrych klubach.

Mówisz, że nie interesuje cię to, ile goli możesz zdobyć, bo wolisz zdobywać tytuły. Jest coś, co ma dla ciebie szczególne znaczenie?

Tak, wolę zdobywać trofea z drużyną niż osiągać indywidualne nagrody czy zdobywać więcej bramek niż ktokolwiek inny. Bardziej interesuje mnie to, żeby być dobrym człowiekiem niż być najlepszym piłkarzem na świecie. Bo, gdy to wszystko minie, co zostaje? Moim zamiarem jest to, by po zakończeniu kariery być wspominanym jako dobry człowiek. Lubię zdobywać gole, ale mam również przyjaciół wśród ludzi, z którymi grałem. Dobrze być cenionym jako człowiek, mający coś więcej niż tylko zdobywanie wielu goli.

A więc nie zaprzątasz sobie głowy zdobyciem czwartej z rzędu Złotej Piłki?

Nagrody są dobre. Jestem wdzięczny za ich przyznanie, to oczywiste. Ale w głębi duszy to zawsze bardziej interesuje tych, którzy pytają czy jestem lepszy niż jestem. Xavi czy Iniesta? Kto to wie? Mam szczęście, że mogę być w tym klubie, w którym są wielcy piłkarze. Dali mi wszystko: nagrody, tytuły, bramki, wszystko. Ten zespół już przeszedł do historii, bo wygrał wszystko. Mam szczęście, że mogę być jego częścią. Z Argentyną do zrobienia mam to samo, gdzie również mam świetnych graczy u boku. To fundamentalna rzecz. Bez pomocy kolegów, niczego bym nie zdobył, niczego bym nie wygrał. Ani tytułów, ani nagród, niczego.

Co sprawia, że jesteś zły?

Porażki sprawiają, że czuję złość. W życiu? W życiu ubóstwo. Pochodzę z kraju, w którym bieda jest bardzo widoczna. Jest wielu młodych ludzi, którzy nie mają wyboru niż tylko wyjść na ulice i żebrać lub zająć się jakąkolwiek pracą.

A ten nadmuchany balon, w którym żyją piłkarze?

Mamy przywilej, że żyjemy w takim świecie. Mnie nigdy niczego nie brakowało, poza tym, gdy w Barcelonie zostałem sam ze swoim tatą, rodzeństwem i matką. Ale rzeczywistość jest inna. Wielu rodzicom trudno jest wychować dzieci... Wiem o tym.

Zostaniesz ojcem. To zmieniło twoje spojrzenie na różne rzeczy?

Tak, to wszystko zmienia. Już nie myślisz o sobie samym. Myślisz o nim, o tym, żeby nie było żadnych problemów.

Twoja fundacja pomaga potrzebującym dzieciom.

Stawiamy na edukację chłopców, starając się wyciągnąć ich z ulicy poprzez edukację i sport. Współpracujemy z UNICEF-em, szpitalami, szkołami... Miło jest móc pomagać.

Jesteś obecny wśród dzieci, dorosłych. Sława sprawia, że jesteś ciągle obserwowany. To przytłacza?

Nie, bo w żadnym momencie nie grałem kogoś, kim nie jestem. Jestem taki jaki jestem, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Dlatego nie przejmuję się tym, jak mnie postrzegają, bo zawsze jestem sobą. Dawno temu stałem się rozpoznawalny.

Kiedyś powiedziałeś, że na boisku wydaje się trudniejsze to, by grać jak Iniesta czy Xavi, niż w taki sposób, jak ty to robisz. Twój sposób jest łatwy?

Robię, co mogę, aby pomóc zespołowi i nie potrafię zrobić tego, co potrafią oni. Po prostu staram się pomóc drużynie, zawsze. Nienawidzę przegrywać, dlatego staram się pomóc, aby odnieść zwycięstwo. Zawsze mówię: wychodzę na boisko myśląc o wygranej, nie o strzeleniu wielu bramek.

Twój sposób gry determinuje praca, trening?

Nie myślę o tym, nie wiem... Już od małego grałem w ten sposób...

Tak utrzymuje Tito Vilanova.

Co mówi?

Mówi, że ku jego zdziwieniu, robisz to samo, co robiłeś będąc dzieckiem, ale teraz wśród najlepszych na świecie, a nie wśród 14-letnich chłopców.

To prawda, mój sposób gry wiele się nie zmienił, choć oczywiście z czasem o grze dowiedziałem się wielu rzeczy. To pomogło mi trafić do Barcelony i pracować w taki sposób, jaki charakteryzuje canterę. Jeszcze wczoraj oglądałem 7-letnich chłopców, to jak trenują i ten sposób różni się od tego, czego uczą w jakiejkolwiek innej części świata. Od małego uczymy jak grać piłką, taktyki, rozumienia gry. I te maluchy już grają tak samo, jak my! Nie przestaje mnie to zadziwiać.

Mówią, że gdy dowiedziałeś się, że Tito będzie następcą Pepa Guardioli, tylko się uśmiechnąłeś, ale ten uśmiech wszystkich w klubie uspokoił.

Tak, możliwe, że się uśmiechnąłem, bo dobrze przyjąłem wiadomość, że Tito został następcą Pepa. Znam go od dziecka, z nim i z Pepem spędziliśmy pięć lat. Czułem, że to może być bardzo dobra decyzja. Spójrz, Tito był pierwszym, który dał mi szansę gry, bo do tego czasu byłem rezerwowym, albo nie grałem w ogóle i to on uczynił ze mnie w większym lub mniejszym stopniu podstawowego gracza [w cadete - przyp. red.]. Znam go, to normalny, otwarty człowiek. Idzie naprzód, wszystko mówi prosto w twarz. To mi się podoba.

Pamiętasz swój pierwszy mecz w canterze Barcelony?

Nie, ale pamiętam, że w krótkim czasie doznałem kontuzji piszczela.

To prawda, że Piqué cię bronił, gdy zostałeś kopnięty?

Tak. Był największy, a my wszyscy przy nim byliśmy maluchami. Tata bronił nas wszystkich.

Zawarliście jakąś umowę na ojcostwo? (Piqué, Pedro, Villa i Valdés również czekają na potomków - przyp. red.)

Nie! To był czysty przypadek. Wyszło w jednym czasie i oznacza to, że się starzejemy i mamy więcej odpowiedzialności. Bardzo przyjemnej odpowiedzialności.

Jedną z najbardziej zaskakujących rzeczy jest to jak trudno cię powalić.

Taki również byłem od dziecka. Zawsze chciałem zakończyć akcję. Nie wiem... Nigdy nie chciałem się przewracać, nie szukałem tego.

W szkółce Barcelony mówi się, że byłeś jedynym zawodnikiem, którego gry nie korygowano oraz, że zawsze szanowano twój styl.

Na pewno mnie poprawiano, ale nie pamiętam. Szanowano mój sposób gry, chociaż to prawda, że tutaj filozofią gry jest odbiór i podanie z pierwszej piłki. Jednak ja nikomu nie chciałem oddać piłki. Wiele razy mówiono mi, żeby ją podać. W końcu zrozumieli, że mi to nie wychodzi i zostawiono mnie w spokoju. Ale prawda jest taka, że krok po kroku, powoli zacząłem podawać. Ale kiedy tu przyjechałem… nikomu nie chciałem oddać piłki!

Czy dużo mówisz podczas meczów?

Nie, nie mówię dużo (śmieje się).

Twoi rywale i sędziowie chyba by się z tobą nie zgodzili...

Z sędziami i rywalami dużo rozmawiam. Z kolegami z drużyny nie za często. Tak długo razem gramy, że rozumiemy się tylko po jednym spojrzeniu.

A kłótnia z Villą? Wydawało się, że w szatni Barçy panuje prawdziwa harmonia.

Już mówiłem, aby nie szukać problemów tam gdzie ich nie ma. Nasza szatnia to coś więcej niż futbol. Już długo jesteśmy razem i ludzie tutaj są naprawdę wspaniali. Nikt nie ma pojęcia, jak to wszystko dobrze funkcjonuje. A po tylu latach nie jest to łatwe.

I czy to jest najlepsze w tej drużynie?

Nie. Najlepsze jest to, że niezależnie od tego gdzie i z kim gramy, od pięciu lat mamy taki sam zapał do gry oraz, że gramy w tym samym stylu, że mamy dominacje w posiadaniu piłki. Ponadto drużyna ma ambicje i ochotę, aby wygrywać. Po tym wszystkim co wygraliśmy, przegrywasz mecz na treningu i złościsz się. To jest najlepsze w tej drużynie: nasza ambicja.

Czy to jest droga, którą zapoczątkował Pep?

Tak, Pep wytyczył tę drogę i wciąż nią podążamy. To on sprawił, że przejmujemy inicjatywę na boisku i zawsze chcemy zdobywać gole. Wpoił w nas tę postawę i przekonał, że możemy wygrywać. Praca z nim była wspaniała. Poza tym, że jest świetnym trenerem ma także fenomenalne zdolności, jeśli chodzi o analizę i przygotowanie meczów.Nie sądzę, że zobaczę innego takiego trenera, jak on.

Pierwszy był Rijkaard. Czy pogodziłeś się już z tym, że nie zagrałeś w finale w Paryżu?

Praktycznie to jemu wszystko zawdzięczam. Uwierzył we mnie, dał mi szansę na debiut, wspierał przez cały czas. Wiedział też kiedy nie wpuścić mnie na boisko. Chociaż nie byłem zadowolony, nie wiedziałem dlaczego, to po czasie zrozumiałem. To dzięki niemu przyszły potem dalsze osiągnięcia.

To z Rijkaardem strzeliłeś swojego pierwszego gola Madrytowi, tzn. trzy…

To było niesamowite. Zremisowaliśmy w ostatniej chwili, ale to nam wtedy wystarczało, bo byliśmy na pierwszym miejscu... Potem były inne gole, ale oczywiście tych pierwszych się nie zapomina.

Który mecz z Realem pamiętasz najlepiej?

Pamiętam wszystkie, które wygraliśmy. Najpiękniejsze to wygrać z Madrytem w meczu o wielką stawkę. To wspaniała drużyna. Jeśli miałbym wskazać jeden mecz, to ze względu na znaczenie, byłby to półfinał w Lidze Mistrzów.

Strzeliłeś sporo goli Casillasowi.

W ostatnich klasykach miałem szczęście, że udało mi się strzelić. Mam nadzieję, że ta passa się utrzyma. Iker to wielki bramkarz, jeden z najlepszych. Strzeliłem mu wiele goli, ale też bardzo wiele moich strzałów obronił. To świetny bramkarz, bardzo szybki.

Czy mecze z Realem pod wodzą Mourinho są jakoś wyjątkowo trudne?

Każdy mecz jest inny, wszystkie są trudne. Przeciwko Madrytowi są trudne ze względu na to, co znaczą, że względu na potencjał zawodników. Przeciwko Granadzie aż do 85 minuty nie mogliśmy strzelić, przeciwko Spartakowi prawie przegraliśmy. Za każdym razem jest coraz trudniej. Chcemy atakować, ale natrafiamy na mur… Gramy w ten sposób już jakiś czas i rywale o tym wiedzą. Szukają jakiegoś słabego punktu. Jeśli mają szczęście to wychodzą z kontratakiem i jeśli Valdés nie da rady obronić, to gra się bardzo komplikuje.

Co najbardziej podziwiasz w Realu?

Bardzo lubię grać na Bernabéu. To wielki klub z wielką historią.

A w Realu Mourinho?

W kontratakach z Realem jesteś prawie bez szans. Mają bardzo szybkich napastników, wymiana obrona – atak trwa pięć sekund, po czym pada gol. Nie muszą dobrze grać, aby zdobyć trzy bramki. Tworzą wiele okazji dzięki swoim świetnym zawodnikom. Mam szczęście, że znam dobrze Higuaína i Di Maríę. Pipa dwa razy ma piłkę i potrafi strzelić dwa gole. Madryt z niczego potrafi wykreować gola.

A co myślisz o Mourinho?

Nie mam zdania. Nie znam go, nigdy z nim nie rozmawiałem. Mogę jedynie skomentować to, co osiągnął czyli mnóstwo tytułów. Wiem, że jego zawodnicy go chwalą, jednak nie znam go osobiście.

Mourinho mówi, że styl Barçy jest nudny, a ten reprezentacji Hiszpanii defensywny.

Naprawdę?

Powiedział to na spotkaniu UEFA dla trenerów: "Grają czwórką w obronie i sześcioma zawodnikami w środku pola. To nie jest futbol ofensywny. Ludzi to męczy i nudzi".

Hiszpania gra bardzo podobnie do nas. Trudno im odebrać piłkę. Grałem przeciwko Hiszpanii i goniłem za piłką bez szans, aby ją odebrać. Tak było w Madrycie, w Murcji… W Argentynie było inaczej. Jednak nigdy nie biegałem tak długo bez piłki, jak miało to miejsce w meczu przeciwko Hiszpanii.

W jakim punkcie znajduje się obecnie reprezentacja Argentyny?

Sabella wie, czego chce, co ma zamiar osiągnąć. Mamy nowych ludzi i myślę, że wszystko zmierza we właściwym kierunku.

Czy wygranie mundialu w Brazylii za dwa lata jest twoim marzeniem?

Bardzo chciałbym, aby takie marzenie się spełniło. Miałoby to dla Argentyny, dla mnie, ogromne znaczenie.

Czy możliwe, że zakończysz karierę bez gry dla Newell's Old Boys?

Nie mam pojęcia! Zawsze chciałem grać w Argentynie. Jako mały chłopiec marzyłem, aby zadebiutować w lidze argentyńskiej. To coś, czego jeszcze nie zrobiłem. Nie wiem, jak to będzie w przyszłości, zostało jeszcze mnóstwo czasu.

Czy miałeś ostatnio okazję, aby zobaczyć w świecie futbolu coś interesującego?

Widziałem dzieci trenujące w szkółce. Zaskakuje mnie jak pracuje Barça. Oni są bardzo młodzi, a już grają w ten sposób… Jedziesz do innego kraju i tego nie ma, tak jest tylko tutaj. Dlatego lubię patrzeć na tych dzieciaków.

Włoski dziennikarz powiedział, że przeprowadzając z tobą wywiad czuł się jak obrońcy, którzy próbują cię kryć: “Wszystko sobie przygotujesz, przewidujesz jak potoczy się sytuacja, co on zrobi. Czujesz się przygotowany, a koniec końców on i tak ci ucieka”.

I odchodzi myśląc: "Nic z niego nie wyciągnąłem!" (śmieje się). Ja zawsze mówię to, co myślę, ale nie szukam kłopotów, ani konfliktów. To nie mój styl, nie mój sposób bycia. Nie widzę sensu, aby źle mówić o innych, o kimś, kogo się nie zna. Wolę szanować innych, tylko tyle. A dziennikarze zawsze szukają sensacji… nie dam się w to wciągnąć.

Czy masz łaskotki?

Nie, nie mam łaskotek.
POPRZEDNIE GRAN DERBI
2:1
CAMP NOU VS
NAJLEPSI STRZELCY GRAN DERBI
Cristiano Ronaldo
Real Madryt
13 goli
ANKIETA
Kto wygra nadchodzące rozgrywki ligowe w Hiszpanii?

inna drużyna
Atletico Madryt
FC Barcelona
Real Madryt
CIEKAWOSTKI
Czy wiesz, że?

Luis Enrique grał i w Realu i Barcelonie: - Real i Barca to odwieczni rywale, których celem jest nosić głowę wyżej niż konkurent. Ale tak naprawdę te kluby bardzo się potrzebują. Futbol jest sportem, który nie może istnieć bez pasji. A co bardziej pasję wyzwala niż mecze Realu z Barceloną? Każda potęga potrzebuje przeciwwagi. Inaczej staje się pewna siebie i leniwa.
REKLAMA
© 2014 GranDerbi.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone / Osób online: